PATRON SZKOŁY
 



„JESTEM NIE PO TO,  ABY MNIE KOCHALI I PODZIWIALI,
 ALE PO TO, ABYM JA DZIAŁAŁ I KOCHAŁ”
                                                                                   Janusz Korczak Pamiętnik

DOROBEK LITERACKI:

„Dzieci ulicy” –1901,  
"Dziecko salonu” – 1906, 
„Mośki, Jośki i Srule” – 1910,  
„Józki, Jaśki i Franki” – 1011, 
„Bobo” – 1914, 
„Jak kochać dziecko” – 1919, 
„Kiedy znów będę mały” – 1925, 
„Prawo dziecka do szacunku” – 1029, 
„Pedagogika żartobliwa” – 1939, 
„Sława” – 1913, 
„Król Maciuś Pierwszy” – 1923, 
„Bankructwo Małego Dżeka” – 1924, 
„Kajtuś Czarodziej” - 1935. 

           Janusz Korczak (właściwe nazwisko Henryk Goldszmit) był synem warszawskiego adwokata. Jego dzieciństwo było smutne. Pierwsze lata spędził w domu pełnym zbytków i służby. Ten okres to jednak okres samotności. Nie wolno mu było bawić się z biednymi rówieśnikami z podwórka. Sielankę, cieplarnianą atmosferę domu przerwała nagle choroba umysłowa ojca. Na leczenie, które nie przyniosło większego rezultatu matka Cecylia wyprzedawała cenne przedmioty. Dom został zlicytowany, a ona z dziećmi przeniosła się do uboższego mieszkania. Odtąd Henryk zaczął zarabiać korepetycjami. Uczył dzieci z bogatych rodzin.
            Henryk Goldszmit w wieku siedemnastu lat przeszedł wielki kryzys. myślał o samobójstwie, bał się, że choroba ojca jest dziedziczna. Jednak pokonał kryzys. Opiekował się najmłodszymi pacjentami w szpitalach. Rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów odbył dwie podróże: do Berlina i Paryża. Zapoznał się z nowymi metodami leczenia. Po powrocie do Polski objął posadę lekarza przy ulicy Śląskiej. Leczył dzieci hrabiowskie, generalskie. Ta praca była dobrze płatna. Potem zaczął jednak leczyć biedotę. Podążał do chorego o każdej porze dnia i nocy. Dla Korczaka liczył się tylko człowiek, a szczególnie dziecko.

              Rozpoczął pracę w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej 92. Współpracował z "Naszym Domem" w Pruszkowie. Korczak stosował zasady pedagogiczne: równość praw i obowiązków, sprawiedliwość. Działał sąd koleżeński. Bronił słabych i cichych. Uważał, że nie ma dzieci - są ludzie. Podkreślał ogromne znaczenie szacunku dla dzieci, ich małych trosk i wielkich problemów. Gdy Niemcy przesiedlili sierociniec do getta Korczak prosił swych polskich przyjaciół o kwiaty, obrazy, aby umilić dzieciom pobyt w ich więzieniu. Nie istniały dla niego godziny policyjne, niebezpieczeństwa łapanek. Poświęcił się całkowicie dla swych dzieci. Stopniowo zaczął jednak tracić siły fizyczne. Często kładł się do łóżka w środku dnia; stawał się coraz bardziej niedołężny. Zaczął pisać swój pamiętnik. Próbował też przyzwyczajać dzieci do myśli o śmierci. Przeczuwał co je czeka.
                5 sierpnia 1942 roku Korczak wraz z kolumną dzieci wyruszył spokojnie i zdecydowanie do wagonów wiozących ich do obozu koncentracyjnego. Nad śpiewającymi dziećmi powiewał zielony sztandar. Zginęli w obozie w Treblince.